czwartek, 2 grudnia 2010

Zimny prysznic, czyli jak zostać eko-ascetą

Jestem eko-ascetą.

Brzmi nieźle, prawda? Prawie, jak przyznać, że jest się eko-terrorystą ;) Z resztą obie te postawy są bardzo podobne, zmienia się jedynie odbiorca działań. Terrorysta zmusza innych do określonego zachowania. Asceta zmusza do niego samego siebie.

Ale od początku. Eko-ascetyzm to pojęcie, o którym usłyszałam niedawno w związku ze zbliżającą się kolejną konferencją dotyczącą zmian klimatu. Eko-asceta, jak łatwo się domyślić, to człowiek, który celo odmawia sobie wielu tzw. zdobyczy cywilizacyjnych, które są w rzeczywistości zbędnym luksusem, żeby chronić środowisko naturalne czy też żyć w zgodzie z naturą.

Audycji o eko-ascezie słuchałam jadąc autobusem w niedzielę o 7 rano. Odkąd zaczęła się zima, 7 rano jest uznawana za wczesny ranek i całe miasto, żeby nie powiedzieć cały kraj, przestawiło się na czas zimowy, tzn. żyje innym rytmem i nawet rozkład jazdy autobusów uległ zmianie. Ale o 7. już autobusy jeżdżą. Jadę więc. Zimno, para leci z ust, wszyscy owinięci w koce. I ja też siedzę sobie pod moim ogromnym szalem z wełny z jaka. Nawet nagłośnienie chyba padło, bo nie ma ożywczej bollywoodzkiej muzyki, więc słucham radia na komórce i...doznaję oświecenia! Tak, nie jestem jakimś tam marznącym biedakiem z szalikiem na głowie żyjącym w Trzecim Świecie. Jestem eko-ascetą! Dumnie to brzmi :)

Na czym polega asceza moja i tysięcy innych mieszkańców Katmandu?

Na początek największy powód do dumy: najpopularniejszym sposobem ogrzewania wody w Nepalu jest energia słoneczna. Na każdym domu, a nawet na prawie każdej chałupie, jest bateria słoneczna, która połączona jest z wielkim baniakiem wody na dachu. Oznacza to oczywiście, że woda prawie nigdy nie jest ciepła.... albo należy zrewidować europejskie rozumienie słowa ‘ciepła’. Letnia to już błogosławieństwo natury. A przy okazji domyślacie się jak bardzo oszczędza się przez to wodę, bo co to za przyjemność obcować z zimną cieczą dłużej niż 2-3 minuty. Mycie głowy, gdy w łazience jest ok. 15 stopni, a woda jest lodowata to największe wyzwanie. Ale cóż, jak nie ma słońca i to trzeba zaakceptować. No właśnie – w domach nie ma ogrzewania, więc jak w nocy jest 5 stopni, w pokoju jest ok. 10-15....Z owej audycji dowiedziałam się na przykład, że większość ludzi w krajach rozwiniętych jest przegrzana, tzn. ich organizm utracił odporność na zmiany temperatury, co kiedyś było naturalne. Kiedyś też w domach było ok. 15-18. stopni, a nie 25. jak teraz. Czyli do wszystkiego można się przyzwyczaić. A do zimna tym bardziej.

Jednak eko-ascetą czuję się najpełniej, kiedy odcinają prąd na 3 godziny rano i 3-4 wieczorem. Nie zaczynamy więc dnia o włączenia komputera czy telewizora. No i te romantyczne wieczorki przy świecach. Czytać można przez godzinę, nie więcej, pozostają długie rozmowy o życiu albo....słuchanie radia na komórce (bardzo nieekologiczne). Skąd te przerwy w dostawie prądu? Większość energii w Nepalu produkują elektrownie wodne. Gdy w zimie jest słabsza cyrkulacja wody w rzekach, jest też mniej energii. Proste, prawda? Trudniej się nauczyć z tym żyć.

Mogę wyliczać dalej. Przykładów takiej ascezy tutaj starczyłoby na rozprawę naukową.

Wiem, wiem, mój eko-ascetyzm jest dość wymuszony. Po prostu w takim kraju żyję. Ale nie narzekam. Nie planuję też przeprowadzki do super drogiego hotelu, żeby mieć bieżącą ciepłą wodę. Mam ambicję przeżyć tę zimę i to przeżyć ją spokojnie, jak każdy mieszkaniec Katmandu.

Coś, o czym często myślę zanim włożę głowę pod strumień zimnej wody, to o dalekiej Europie. Kiedy już naprawdę na świecie zabraknie surowców naturalnych, jak sobie poradzą mieszkańcy bogatego świata? Będą narzekać w nieskończoność jak moi znajomi? Umrą z zimna? Wpadną w depresję? Wieczorami będą kłócić się przy świecach? Trochę ascezy by się Europejczykom przydało. Taki zimny prysznic. Jeśli nie dla dobra planety, powinni to zrobić dla siebie samych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz